Odsunąłem się od Ciebie

i zamknąłem w swoich snach
cały mój świat to ciszy czas
oszukałaś moją miłość
nie ma ciebie nie ma nas
w sercu mam wiatr
a w duszy strach
w każdą noc w każdy dzień
ciągle we mnie trwa
kiedy skończy się
ciszy czas
teraz otworzyłem drzwi
na marzenia i na sny
czegoś miłość nauczyła mnie
teraz wiem gdzie biegnę
czego chcę
każdy z nas ma taki dzień
i zamyka się na świat
to ciszy czas
to ciszy czas


Ktokolwiek widział ją

znaków szczególnych brak
ubrana była w stare dżinay
w przeciwdeszczowy płaszcz

była płaska jak deska
miała szesnaście lat
pokłute obie ręce
na ustach trawy smak

nic światu nie zrobiła
nikogo nie zabiła
kochała zapach łąk
ciepło splecionych rąk

niby taka jak wiele
niby taka ją inne
ale przecież jedyna
ale przecież niewinna

kiedy ją znaleziono
w żółtym podartym prochowcu
wyglądała jak żonkil
zapatrzony w nieboskłon

więc ciebie proszę panie
chodzący po rajskim ogrodzie
oszczędzaj żółte motyle
oszczędzaj kwiaty na głodzie